wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział IV


Przepraszam, że tak długo, ale jakoś ostatnio weny nie mam ._. Miłego czytania :)
____________________________

- Onee-chaaaaan! - nagle usłyszałam wołanie piskliwego głosiku. Ujrzałam przed sobą dwie duże patrzałki, takie jak talerze i z połyskującymi światełkami. - Onee-chan wróciła do domu!
- Ohayo, Emi-chan. - spojrzałam na nią ciepłym wzrokiem. Co? N-nie płacz! W jej oczkach zaczęły się zbierać lśniące łzy. No nie, co ja takiego zrobiłam??
- E-emi-chan! Dlaczego płaczesz? - podniosła na mnie swoje wielkie źrenice i wybuchnęła:
- Onee-chaaan!!! Czemu jesteś tak późno w domu???!!! - momentalnie się trochę wystraszyłam, lecz następnie roześmiałam.
- Emi-chan, nie mogę być szybciej w domu, przecież wiesz. Chodzę do szkoły i wracam do domu, kiedy lekcje się skończą. Masz prawie 7 lat i jesteś dużą dziewczynką, więc powinnaś zrozumieć, i nie płacz już. - wydęła policzki i na jej twarzyczce pojawił się grymas.- To nie chodź do szkoły, wtedy mogłabyś się ze mną bawić cały dzień... - burknęła pod nosem. - Ale ja tak niestety nie mogę. - powiedziałam cicho. - ...Zawsze jak wracasz to idziesz się "uczyć" i zamykasz się w pokoju, nawet, jak cię o to proszę.
- To może zrobimy tak: ja się idę teraz pouczyć z półtorej godziny, a potem bawię się z tobą do kolacji i znów idę się uczyć. To jak? - Emi przyłożyła rączkę do bródki, udając, że się zastanawia.
- Zgoda! - uścisnęłam z nią rękę i ucieszona pobiegła do kuchni.
- Uhhh! Co ja się mam z tym małym, pożerającym słodycze potworkiem. - westchnęłam i zdjęłam buty. Nie nazywam ją tak bez powodu! Dosłownie zaraz po tym, jak jakieś słodycze (czekolada, żelki, chipsy, ciastka etc.) znajdą się w jej zasięgu to jak szybko się pojawiły, tak szybko ich nie ma. Ja mówię poważnie! No bo kto by widział, żeby w takim tempie jeść?! Nie wiem gdzie ona to wszystko upycha, ma przecież taki mały żołądek! (który wydaje się nie mieć dna...). Muszę normalnie chować wszystko to, co kupię, bo w przeciągu 5 sekund wszystko znika! Jakby ktoś kurna Pelerynę Niewidkę nałożył! Tak więc chowam wszystko najczęściej gdzieś wysoko, np. na wysokich szafkach i modlę się, żeby nie zwęszyła gdzie są, bo jak już wie, to nic ją nie powstrzyma, żeby się do tego dostać! (O.O) Ale! Ale teraz najlepsze! Otóż, ona to wszystko je i NIE TYJE! Jest normalnie jak Kudłaty ze Scooby Doo! Kurde, też tak chce, jak pewnie każda kobieta; Zmęczona całym stresem, którego dzisiaj doznałam w liceum, powlokłam się do pokoju i walnęłam na łóżko. Właściwie, to nie było aż tak strasznie, ale i tak paaaaaaadam! (tak, to było ziewnięcie). Powoli zaczęłam zdejmować mundurek. Dla zabawy tą czerwoną kokardkę założyłam na głowę. Stanęłam przed lustrem (mam lustro w pokoju)... to wygląda przesłodko! Ale nie mogę zejść tak na dół... hmm, czemu by nie? Przebrałam się w taką czerwoną sukienkę, w stylu Lolity (to sukienka z takiego przedstawienia, które było organizowane w mojej starej szkole). Kokardka pasowała idealnie! Jeszcze sobie zrobię włosy, a co? Jak się bawić to na całego! Więc zabrałam się za robienie warkoczyków. To wyglądało świetnie! Ubrałam jeszcze wysokie podkolanówki. No! Jestem gotowa żeby zejść... a, no tak. Powiedziałam, że za półtorej godziny. W tym stroju zaczęłam robić lekcje, no bo po co się przebierać? Gdy skończyłam, miałam 30 min do zejścia, ale znając życie, za parę sekund Emiko zacznie się dobijać do pokoju. O! A nie mówiłam?!
- Onee-chaaaan! Skończyłaś już? - cały czas stukała w drzwi. - Onee-chaaaaan!!!
- Przecież jeszcze pół godziny. - odpowiedziałam, podchodząc do szafy, żeby w razie czego do mniej wskoczyć. Jakby mnie teraz zobaczyła, to zepsułaby sobie niespodziankę!
- Ale mi się strasznie nuuuuudzi! - specjalnie przeciągnęła ostatnie słowo. - Mogę wejść?
- Za pół godziny! Albo wiem! Jak teraz dasz mi spokój, to wyjdę za kwadrans!
- A co to znaczy za kwadrans?
- Za 15 min, a teraz już idź, bo mi przeszkadzasz.
-... No dobraaaa. - i poszła. Zaczęłam się uczyć. Kiedy spojrzałam na zegarek, była 15.30. To dziwne, nie przyszła mnie prosić, żebym wyszła? Czym prędzej zeszłam na dół i mnie zamurowało... Właśnie zobaczyłam jak moja siostra bawi się z... ty, no właśnie, KTO TO JEST?!
- Onee-chan! Jak ty ślicznie wyglądasz! - zakrzyknęła i podbiegła do mnie.
- Emi-chan, kto to jest? - zapytałam się i spojrzałam ukradkiem na chłopaka przyglądającego mi się uważnie i z lekkim rozbawieniem. Kurde, chyba zdaje się, że buraka strzeliłam.
- Przecież to Taii-chan! - że kto?
- Komatsuzaki Taizo, my się jeszcze nie znamy. Otóż jestem twoim dalekim kuzynem, którego nie miałaś okazji poznać, ponieważ bodajże nie było cię na zjeździe rodzinnym. Nikt cię nie powiadomił, że przyjeżdżam? Myślałem, że wiesz, skoro się tak... inaczej ubrałaś. - nie no! Zaraz spalę się ze wstydu!
- T-to nie jest...! Przebrałam się tak dla Emi-chan! I nie, nikt mnie nie powiadomił o twoim przyjeździe... - mam ochotę zemdleć.
- Widzę, że przybyłem w nieodpowiednim czasie. - wstał i podszedł do mnie bliżej, z sekundy na sekundę coraz bardziej robię się czerwona, wyglądam jak dojrzały pomidor! Co za wstyd! ..Teraz mogłam bardziej dostrzec jego metalowe oczy. Miał granatowe włosy rozwiane we wszystkie strony. Czerwoną, pogniecioną koszulę w kratkę z podwiniętymi rękawami, która była rozpięta i wystawał biały podkoszulek. Spodnie zwykłe, jeansowe, poprzecierane w niektórych miejscach.
- M-może ja się pójdę przebrać? Tak! Emi-chan, zaprowadź Taizo'ego do kuchni i poczekajcie na mnie! - pobiegłam do pokoju, szybko założyłam coś normalnego, zdjęłam kokardkę i rozplątałam warkoczyki. Wróciłam na dół i weszłam do kuchni. Taizo siedział przy stole, a Emi-chan sięgała po coś do szafki.
- No mogłaś zostawić chociaż te warkoczyki i kokardkę.- powiedział z udawanym oburzeniem. Taa, chciałbyś!
- Albo w ogóle się nie przebierać! - dodała Emi-chan. Lepiej ty się już nie odzywaj, mała!
- Emi-chan, co robisz? - spytałam się wciąż po coś sięgającej Emiko.
- Chcę poczęstować Taii-chana ciasteczkami!
- Nie ma ciasteczek, bo zaraz zrobię obiad. Mama i tata są u znajomych. Pewnie jesteś głodny, co? - podeszłam do kuchenki, żeby nastawić wodę.
- Jak wilk! - odparł. - I zaraz zjem tą tu małą dziewczynkę! - zaczął się ganiać z Emi-chan po kuchni. Przez jakiś czas śledziłam ich wzrokiem i oparłam się rękami o blat kuchni. Hmmm, moja ręka dotyka czegoś, co chyba nie jest blatem... Kartka? Wzięłam ją do ręki i przeczytałam po cichu:



Droga Yumiko!
Dzisiaj przyjedzie do nas kuzyn, niestety nie wiemy o której.
Nazywa się Komatsuzaki Taizo.
Zostanie u nas na 5 dni.
Bądźcie dla siebie mili.
Przyjedziemy z tatą dopiero jutro rano.
Jeśli będziecie czegoś potrzebować, to pieniądze są w barku.

                                                    
                                                                                        Mama i Tata



Zrobiłam <face palm> i zawołałam ich.
- Przed chwilą się dowiedziałam, że mama i tata nocują u znajomych i będą dopiero rano. - niezły mam zapłon...
- Nieee!!! - Emi-chan już zaczęła płakać, ale Taizo zaczął ją pocieszać. O dziwo, udało mu się. Jak on to zrobił? Mnie się to udaje po 10 min, a w najgorszym wypadku przekupuję ją słodyczami.
- Widzę, że masz rękę do dzieci.
- To nic takiego. Też mam młodsze rodzeństwo, tylko że razy 3.
- Serio? Ja nie mogłabym sobie wyobrazić 3 takich potworków. Ona już sprawia dużo kłopotów, jak jest jedna. Jak ty z nimi wytrzymujesz?
- Szczerze, to sam się zastanawiam... Chyba faktycznie mam talent wychowawczy. - roześmialiśmy się, a Emiko gapiła się na nas jak na idiotów.
- Dobra, to na obiad będzie Soba, smażona z kurczakiem i warzywami. Niestety nie mamy wszystkich składników. Dobrze, że rodzice zostawili nam pieniądze. To ja skoczę do sklepu, a jak woda się będzie gotować to ją wyłącz, ok?
- Tak jest, sir! - powiedział i mi zasalutował.
- Łiii! Będzie Soba! - ucieszona siostra zaczęła skakać po kuchni.
- Miej na nią oko. Zaraz będę. - Ubrałam buty, wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Udałam się do najbliższego sklepu, kupiłam to, co potrzebne, jednak nie mieli jednego składnika, super. Trzeba będzie iść do następnego sklepu, a on był trochę dalej, świetnie. Coraz bardziej narażam się, że mój kuzyn z siostrą wysadzą dom. Przyspieszyłam kroku. Wtem poczułam coś dziwnego, takie jakby wibracje w powietrzu. Przystanęłam, obejrzałam się. Ludzie też to chyba wyczuli. Zobaczyłam kłębiący się dym w oddali. Czy coś się pali? Nie. Ten dym się zbliża. To znaczy, Coś się zbliża, bo zauważyłam, że po drodze niszczy wszystkie budynki. Byłam przerażona, adrenalina pulsowała mi w żyłach. Nastała panika. Wszyscy zaczęli uciekać, ale ja nie mogłam się ruszyć. Moje własne nogi odmówiły mi posłuszeństwa... I wtedy zobaczyłam to Coś. Wyglądał jak wielki dinozaur, tylko że miał białą maskę zamiast twarzy i zdaje się, że dziurę na środku klatki piersiowej... Ryknął przeciągle i ruszył w moim kierunku... Ratunku!!!
 
***

4 komentarze:

  1. Fajnie:) Chyba zaczyna się poważna akcja:D

    OdpowiedzUsuń
  2. ładnie ;) mam nadzieje, że napiszesz w końcu nowy rozdział bo chcę wiedzieć co dalej.! ;)
    U mnie nowa część jutro ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oki, tak właściwie to już prawie jest, tylko nie wiem jak go zakończyć :( a i na pewno zajrzę ;3

      Usuń
  3. Dość niedawno zaczęłam oglądać Blecha i się cieszę bo masz na prawdę bardzo ciekawy i wciągający styl pisania. Szybko pochłonęłam te cztery rozdziały i z wielkim zapałem oczekuję kolejnego c:
    A co do małego potworka to ja mam podobnego w domu xD

    OdpowiedzUsuń